Natural Born Home Office Bitch, czyli jak kreatywnie spędzić czas na Home Office

Aktualizacja: kwi 23



Kuba Łuka. Home Office. Post Hasztag Kreatywność. Kawa. Laptop. Notatki. Praca.



Od początku „Pandemii” z zainteresowaniem obserwowałem rozwój sytuacji wokół wymuszonego Home Office, które dopadło tak wiele osób. Mam nadzieję, że w całej tej sytuacji ludzie zaczną pokładać coraz większą wiarę w systemie pracy z domu. A że jestem Natural Born Home Office Bitch i od lat realizuję w ten sposób prawie wszystkie projekty, tak więc postanowiłem zabrać w tej kwestii głos. Zacznę od tego, że home office jest naprawdę piękną rzeczą. Wiecie jak to jest - blisko do swojej kuchni, blisko do własnej łazienki, blisko do łóżka - to wszystko sprawia, że home office nabiera uroku. A z drugiej strony, największym, absolutnie największym atutem hołmofisowania jest - uwaga - niespotykana w warunkach dojazdowych bliskość biura od domu. Bliskość, która sprawi, że będziecie w stanie zabrać się do pracy tak szybko, jak nigdy dotąd, a to naprawdę może podkręcić kreatywność O ile tylko weźmiecie pod uwagę kilka podstawowych reguł, które za chwilę przedstawię. Zapraszam do czytania!

#1 Kreatywność wymaga… warunków sprzyjających kreatywności Jestem - tak to nazwę - pracownikiem kreatywnym, który przez całe życie sam narzuca sobie projekty do realizacji, lub też realizuje prace zlecone. Dlatego też ważne jest dla mnie, żebym w momencie przystąpienia do działania był - i jest to warunek konieczny - KREATYWNY. Podchodzę już powoli pod czterdziestkę, więc w ciągu minionych powiedzmy dwudziestu lat (bo mniej więcej tyle czasu sam mobilizuję się do wszelkich działań twórczych) miałem okazję przetestować kilka modeli pracy - patrząc na to od strony godzin, a także miejsca pracy i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że najgorzej szło mi tam, gdzie musiałem dojeżdżać w jakieś wymyślone przez kogoś innego miejsce i spędzać w nim czas w narzuconych godzinach. Nie mówię, że nie dawałem rady pracować w takich warunkach, uważam po prostu, że z punktu widzenia mojej efektywności było to rozwiązanie najgorsze, a więc takie, w którym w jednej jednostce czasu generowałem najmniej dobrych rzeczy.

#2 Odcięcie od rozpraszaczy W dzisiejszych czasach bombardowanie informacjami za pośrednictwem kanałów komunikacji przybrało jakąś  monstrualną postać. Odruch sięgania po telefon w celu sprawdzenia, co tam interesującego się wydarzyło ma już pewnie jakąś fachową nazwę. A każdorazowe zerknięcie na ekran skutecznie wyrywa wasz umysł ze stanu skupienia. Na hołmofisie dużo łatwiej jest zerkać na ekran, niż w pracy pod okiem szefa. Dużo łatwiej jest nawet bezstresowo odpalić przeglądarkę z dwudziestoma oknami, czy też telewizor! #nierobimytego Załóżcie, że kiedy zabieracie się do pracy w waszych telefonach nie dzieje się  absolutnie nic interesującego. Nie ma tam żadnej informacji, która nie mogłaby chwilę poczekać. Świat nie zmieni się, jeżeli nie zareagujecie na jakiś wpis, tweeta, posta, mejla, czy sms-a. Jeżeli jednak zwrócicie uwagę na którąś z tych rzeczy, wasz mózg będzie potrzebował trochę  czasu, żeby wrócić do kreatywnego stanu, w którym był, zanim zajrzeliście do telefonu.

Pomyślcie o tym, zanim świat wirtualny (czy cokolwiek innego) wyrwie was po raz kolejny z procesu kreatywnego.


#3 Organizacja czasu Każdy w ciągu doby ma jakiś taki odcinek czasu, w którym jest najbardziej kreatywny i najmocniej potrafi poświęcić się pracy, bez przerw na kawę, wychodzenia na papierosa, bezsensownych gadek i całego tego p….erdolenia, które potrafi dopaść nas w zwykłym biurze. Niektórzy są prawdziwymi pracującymi potworami w godzinach nocnych, inni na przykład dopiero koło godziny piętnastej, jeszcze inni o 5 nad ranem. Dla mnie osobiście czas na najtrudniejszą pracę przypada gdzieś miedzy 7 a 12, tak więc na te godziny zostawiam sobie przełknięcie przysłowiowej żaby, a potem (tak do 17) jestem w stanie robić te bardziej automatyczne rzeczy, Gdybym miał poświęcić pierwsze godziny na dojazd do pracy straciłbym automatycznie co najmniej dwie pierwsze godziny tego najbardziej smakowitego ciastka własnej kreatywności, w czasie których jestem w stanie wycisnąć z siebie naprawdę najlepsze soki. Zapytajcie więc sami siebie przed przystąpieniem do home office - kiedy pracuje się Wam najlepiej, bo - o ile nie jesteście uwiązani w procesie kontaktu z innymi ludźmi, którzy pracują w takich, a takich godzinach - to naprawdę samym przestawieniem swoich nawyków będziecie w stanie nieznacznie zwiększyć swoje możliwości kreatywne. O ile oczywiście chociaż trochę na tym wam zależy.

#4 Organizacja miejsca Dopóki nie znajdziecie swojego miejsca do pracy, bardzo trudno będzie wam pracować. Istotne jest, żeby o tyle o ile nikt i nic wam nie przeszkadzało. O tyle o ile, bo wiadomo - życie nie zostało stworzone po to, żeby nam nie przeszkadzać. Jeżeli w mieszkaniu wybierzecie do pracy kącik, w którym co chwilę ktoś przechodzi za waszymi plecami, jest wielce prawdopodobne, że nie dacie rady się  tam skoncentrować. Jeśli jednak ów kącik będzie  w miarę spokojny z pewnością dacie radę stworzyć  coś  dobrego. Pamiętajcie o tym, żeby w swojej przestrzeni twórczej utrzymywać względny porządek. Starajcie się  nie organizować przestrzeni za każdym razem, kiedy chcecie zabrać się  do pracy. Nic tak nie rozprasza uwagi, jak poświęcanie czasu na konstruowanie swojej pracowni każdego dnia od nowa. Przygotujcie ją  tak, żebyście mogli jak najszybciej zabrać się do pracy, kiedy tylko znajdziecie na to czas. Popatrzcie na to z tej strony, że w zwykłym biurze najczęściej nie macie żadnego wyboru i bez względu na to, czego nie zrobicie, zawsze ktoś wejdzie wam na głowę.



#5 Wiara w to, że naprawdę możecie sami zmobilizować się do pracy Od lat niezmiennie bawi mnie przekonanie znajomych ,którzy na wieść o tym, że pracuję tylko z domu, mówią: „gdybym nie chodziła/chodził do biura nie potrafiłbym się w ogóle zmobilizować do pracy. Jak ty to robisz?”. Zakładam, że z takim podejściem lepiej jest wcale nie wykonywać żadnej pracy, bo skoro już zabieramy się za robienie czegokolwiek, warto jest brać za to jakąś odpowiedzialność, a jednym z warunków brania takiej odpowiedzialności jest mobilizowanie się do działania. To jest naprawdę proste - raz, dwa, trzy, idę i robię. Zagrożenie, że poza biurem nie będziecie w stanie wstać z łóżka, albo zalegniecie na cały dzień na kanapie jest zagrożeniem, które moim zdaniem dotyka tego, kim jesteście na co dzień i jak podchodzicie do własnych zobowiązań - tak ogólnie. Jeżeli naprawdę potrzebujcie szefa symbolicznego bata, który przymusza was do roboty, to może lepiej zmieńcie pracę. Bez względu na to, co robimy w życiu, musi się w tym znajdować chociaż odrobina pasji, która jest motorem napędowym naszych działań - zawodowych i twórczych. Jeżeli więc robicie coś zupełnie bez pasji i tylko osoba szefa (wraz z kwestiami finansowymi) mobilizuje was do tego, żeby wstać z łóżka, jestem przekonany, że warto przemyśleć swoje nastawienie. Kreatywność kwitnie z zupełnie innych pobudek, niż przymus wstawania z łóżka. Tak więc - jeżeli chcecie, żeby była ona obecna w waszym planie dnia, zastanówcie się nad motorem swojej motywacji.

#6 Unikanie fazy jaskiniowca To jest dość ciekawa kwestia i postanowiłem ją poruszyć. Bo wiecie, na home office można dość szybko zmienić się w rasowego jaskiniowca. Bez kontaktu z innymi ludźmi i bez potrzeby wychodzenia z domu nie potrzebujecie za bardzo dbać o higienę, do ubrania wystarczy wam worek na ziemniaki, a maszynka do golenia może zardzewieć (od nieużywania). Niby nie ma nic złego w byciu jaskiniowcem - ostatecznie życie hołmoffisowego pustelnika niejednemu posłużyło. Mimo to, warto spojrzeć od czasu do czasu w lustro i zapytać: „czy poszedłbym tak do biura między innych ludzi?” Mam bogate doświadczenie w wielotygodniowym ślęczeniem nad projektami i uwierzcie mi, że faza człowiek jaskiniowy na dłuższą metę nie pomaga. Nasze mózgi są dość dziwnym narzędziem i potrafią reagować poprawa nastroju na bardzo wiele nielogicznych bodźców. Takie proste czynności, jak umycie się, przystrzyżenie brody, zmiana ubrań i użycie perfum (tak w domu można to robić) potrafią znacząco zmienić komfort pracy, a mózg czuje dzięki temu, że coś zmieniło się na lepsze. #7 Na zakończenie - raz, dwa, trzy… Doświadczenie nauczyło, że można siedzieć na kartonie w słuchawkach i nadal wychodzą z tego zajebiste rzeczy - o ile tylko chcemy je zrobić. W ciągu ostatnich paru lat przeprowadzałem się kilkukrotnie i dzięki temu niejednokrotnie fundowałem sobie warunki pracy, jakie wcześniej wydawały mi się nie do przyjęcia. Jeżeli chodzicie do biura, jest bardzo mało prawdopodobne, że nic wam tam nie przeszkadza. Akustyka nowoprojektowanych przestrzeni (zwłaszcza w wersji open space) pozostawia najczęściej wiele do życzenia, a ilość osób kręcących się dokoła może czasami przewyższać poziomem hałasu ten, który generują akurat wasze dzieci, sąsiad, czy cokolwiek innego. Jeżeli więc potraficie jakoś zmobilizować się do pracy w biurze, być może dacie radę zrobić to również w domu. Ostatecznie świat wyposażył nas w skuteczne narzędzia do odcinania się od otoczenia. Tak więc: raz, dwa, trzy, idę i robię :)


Pozdrawiam i życzę miłego dnia w pracy!


Kuba Łuka


Spodobał Ci się artykuł? Kliknij i zamów już teraz najnowszą książkę Kuby Łuki "Halo! tu kreatywność", która jest doskonałym przewodnikiem dla wszystkich, którzy korzystają z kreatywności każdego dnia - w pracy, w biznesie, a także w działaniach artystycznych!



Kuba Łuka. Halo tu kreatywność. Okładka książki