Kreatywny Wewnętrzny Krytyk. Kim jest i dlaczego go potrzebujemy.

Aktualizacja: kwi 23



Kuba Łuka. Kreatywny wewnętrzny krytyk. Artykuł na blogu Hasztag Kreatywność
Foto: Unsplash



Mityczna postać wewnętrznego krytyka stała się przedmiotem wielu dyskusji oraz teorii, za sprawą psychologii, coachingu i innych form - mniej lub bardziej duchowego - rozwoju osobistego. Zastanawialiście się kiedyś nad funkcją i sposobem działania tego dziwnego tworu, który zamieszkuje gdzieś w naszych głowach i wypowiada się niepytany na każdy możliwy temat? Jestem przekonany, że wielu z nas mogłoby spokojnie napisać profesurę z wewnętrznego krytyka, gdyby tylko poświęcić mu tyle czasu, ile on poświęca nam każdego dnia. Jako, że miałem w ostatnich latach sporo okazji, żeby zmierzyć się z osobą wewnętrznego krytyka i obserwowałem go z kilku punktów widzenia, postanowiłem napisać wreszcie artykuł na jego temat. Nie będę jednak oczerniać i krytykować krytyka, ponieważ mój osobisty model bardzo dobrze mi służy i od paru lat doskonale się dogadujemy. Rzucę więc trochę światła na kwestię jego przydatności w procesie kreatywnym, bo moim zdaniem ów proces bez współpracy z wewnętrznym krytykiem jest niewiele wart. O ile nie pozwalamy oczywiście naszemu krytykowi nadmiernie się panoszyć. Zapraszam do czytania!



Wiem, to nie jest takie proste


Nikt z nas pewnie nigdy nie dowie się, kim bylibyśmy bez wewnętrznego krytyka. Nasze związki z nim bywają bardzo burzliwe, trwają od wczesnych lat dzieciństwa i pewnie w wielu wypadkach lepiej byłoby poprosić o rozwód, niż trwać nadal w tej toksycznej relacji.

W ciągu minionych lat miałem okazję nadzorować i prowadzić kilka projektów kreatywnych, w trakcie których obserwowałem wielu wewnętrznych krytyków w akcji i sprawdzałem ich możliwości „na żywych organizmach”. Widziałem, jak banda krytyków napsuła całą masę świetnych pomysłów i bardzo wiele z nich powędrowało do szuflady, w której spoczywają do dnia dzisiejszego. Dlatego wiem, że każdy wewnętrzny krytyk potrafi być naprawdę wrednym sadystą i bezwzględnym niszczycielem. Nie przeszkadza mi to jednak nadal uznawać swój osobisty egzemplarz za największego kreatywnego sprzymierzeńca, bez udziału którego nie zabieram się za realizację żadnego projektu.

Wewnętrzny krytyk nie jest tak naprawdę niczemu winien. Problemem jest nieasertywny właściciel krytyka, który nie wyznacza swoich własnych granic i nie potrafi zaufać w siłę swoich kreatywnych wyborów. Problemem jest dynamika naszych relacji z krytykiem - nie sama jego obecność. Dlatego odpuścicie krytykowi i przestańcie z nim walczyć. Skupcie się zamiast tego na samych sobie i na tym, jak reagujecie na otaczający Was świat. I najważniejsze - jak reagujecie na to, co mówi do Was każdy krytyk, który pojawia się na Waszej drodze. Zarówno wewnętrzny, jak i zewnętrzny (na przykład opinia kogoś na temat tego, co robicie).


Słowa krytyki mogą oznaczać koniec świata, ale mogą też być po prostu jakimś tam zdarzeniem, które postanowicie wziąć pod uwagę, lub zdecydujecie - brzydko mówiąc - spuścić w kiblu. Cała magia polega na tym, że macie prawo do każdej z tych reakcji i naprawdę nic się nie stanie, jeżeli nie wybierzecie końca świata.



Wewnętrzny krytyk jest psychopatą, który musi znać swoje miejsce


Skończyłem właśnie czytać „Mądrość psychopatów” Kevina Duttona, który oparł swoją książkę na dość śmiałym założeniu. Jego zdaniem psychopata jest jednostką, która dysponują pewnym zbiorem cech, które klasyfikują go jako psychopatę, a zbiór taki można wyobrazić sobie w kategoriach suwaków na stole mikserskim. Przesunięcie ich nadmiernie w górę sprawia, że dana jednostka staje się niebezpieczna, natomiast ich wyśrodkowanie potrafi przynieść efekt - o tyle, o ile - społecznie przydatny.


Wewnętrzny krytyk jest takim psychopatą, który zajedzie Was, tak szybko, jak tylko pozwolicie mu przesunąć wszystkie suwaki w górę. Jeżeli jednak ustawicie je gdzieś po środku, okaże się, że można z nim całkiem dobrze żyć. Powiem więcej - ustawienie suwaków po środku sprawi, że zaczniecie czerpać korzyści z jego obecności.


Dajcie krytykowi pewną dowolność i słuchajcie z przerażeniem wszystkiego, co mówi, a Wasza kreatywność stanie się typowo szufladową aktywnością i zapętlicie się w niekończącym się procesie odrzucania wszystkich swoich pomysłów. Z drugiej strony, zignorujcie krytyka, zamknijcie go w klatce i nie dajcie mu nigdy dojść do głosu, a (przy odpowiednich predyspozycjach) zaczniecie pluć na prawo i lewo wszystkim, co tylko przyjdzie Wam do głowy. Wtedy również zapętlicie się - dla odmiany w nieograniczonym zachwycie nad wszystkim, co wymyślacie. Z mojego punktu widzenia ani jedna, ani druga wersja nie jest wskazana, ponieważ żadna z nich nie pozwoli Wam wziąć pełnej odpowiedzialności za własny wybór w kwestii tego, co tak naprawdę chcecie pokazać światu. Dlatego właśnie uważam, że z wewnętrznym krytykiem musimy nauczyć się żyć pod jednym dachem. Żyć i niekoniecznie brać wszystko, co mówi aż tak poważnie.


Każdy wewnętrzny krytyk ma tendencje do odzywania się nie zawsze wtedy, kiedy powinien się odzywać i stąd właśnie wynika moja uwaga o wybiórczym dawaniu uwagi jego nie zawsze trafionym opiniom.






Udomowienie zamiast wyparcia


Jestem jednostką z natury poszukującą i mam na swoim koncie naprawdę sporo - mniej lub bardziej trafionych - rozwiązań duchowo-rozwojowych, które (czasami wyjątkowo boleśnie) przećwiczyłem na swojej własnej skórze. Cały ten proces nauczył mnie jednej rzeczy - zbyt często myślimy zero-jedynkowo i (trochę nawykowo) zabieramy się za walkę z rzeczami, z którymi tak naprawdę nie da się walczyć. Włączamy tryb niszczenia tam, gdzie powinniśmy coś po prostu dostrzec, zrozumieć i „udomowić”. Wewnętrzny krytyk został już okryty tak złą sławą, że uderza się w niego ze zdwojoną siłą. Jeżeli zastanowicie się nad tym z punktu widzenia ilości czasu, który przeżyliście do dnia dzisiejszego w jego towarzystwie, może się okazać, że walka jest po prostu nieracjonalnym rozwiązaniem.Tym bardziej, że wewnętrzny krytyk jest naprawdę przydatnym narzędziem…



… a narzędzia mają nam służyć. Nie odwrotnie


Kiedy popatrzymy na współczesny świat okaże się, że bardzo wiele potencjalnie nieszkodliwych wynalazków potrafi się w rękach nieuważnych użytkowników przekształcić w narzędzia, które zaczynają rządzić swoimi właścicielem. Najczęściej poprzez zaburzenie równowagi w relacji użytkownik - narzędzie. Wewnętrzny krytyk jest narzędziem, ale jeżeli nieopatrznie pozwolicie mu stać się użytkownikiem, sami zostaniecie sprowadzeni do pozycji narzędzia i przestaniecie panować nad swoim procesem kreatywnym. Jeżeli Wasza historia opowiada o tym, że nie potraficie niczego pokazać światu, bo nic nie jest „wystarczająco dobre”, jest wielce prawdopodobne, że mieszkacie w skrzynce narzędziowej, którą Wasz wewnętrzny krytyk zamknął w szafie. Najwyższa pora się stamtąd wydostać.



Udomowiony (kreatywny) wewnętrzny krytyk jako narzędzie. Jak to działa w praktyce?


Tak naprawdę to jest dużo prostsze, niż może się wydawać. Kontrolowane korzystanie z usług wewnętrznego krytyka jest nieodłączną częścią procesu kreatywnego. Kontrolowane oznacza, że korzystacie z usług krytyka wtedy, kiedy jest Wam potrzebny. Nigdy wcześniej, nigdy później. Bez względu na to, w jakiej branży działacie wyobraźcie sobie taką hipotetyczną sytuację. Siadacie do wymyślenia czegoś w takich warunkach, w jakich robicie to zawsze. Jesteście skoncentrowani, idzie Wam dobrze, generujecie parę pomysłów i nadchodzi pora na ich selekcję. Selekcja jest obowiązkowa i wynika z faktu, że potrzebujecie zrealizować tylko jeden projekt. W związku z tym nie chcecie bawić się w finalizację kilku rzeczy na raz. Robicie sobie parę chwil odpoczynku, żeby odetchnąć po wyczerpującym procesie wymyślania, wracacie do pracowni (biura, pokoju, gdziekolwiek pracujecie), patrzycie na efekty swojej pracy, gwiżdżecie, klaszczecie i wtedy przybiega on - Wasz Kreatywny Wewnętrzny Krytyk. Ponieważ ostatnio nie próbowaliście z nim walczyć i nie wyrzucaliście go z domu (do którego ten cwaniak i tak jakimś cudem codziennie wraca), okazuje się nagle, że Wasza relacja jest wyjątkowo dobra i pracujecie razem na zupełnie normalnych zasadach. Ponieważ olewacie go przez większość czasu i przestaliście już reagować na komentarze w stylu: „i tak nikt tego nie doceni, bo to jest beznadziejne” on przestał wchodzić Wam na głowę i zna swoje miejsce. Przychodzi, kiedy go potrzebujecie, patrzy na Wasze pomysły i razem dokonujecie wyboru w oparciu o kryteria, które od tej pory stają się wyznacznikiem Waszego stylu.


I teraz ważna uwaga - kryteria te wyznaczacie Wy sami. W żadnym wypadku nie może to być wewnętrzny krytyk. On zna się na wielu rzeczach, ale jest wyjątkowo kiepski w wyznaczaniu kryteriów.



Na zakończenie


W tym miejscu muszę wyjaśnić jedną rzecz. Nazwałem wewnętrznego krytyka Kreatywnym Wewnętrznym Krytykiem z przekory, a także dla sprowokowania refleksji nad możliwościami, jakie niesie z sobą ta naprawdę potężna siła. Twór ten najczęściej - dość słusznie - kojarzy się z blokadami oraz wszystkim, co najgorsze. I w tym kontekście rzeczywiście jest to siła niszczycielska, która potrafi stanąć w opozycji do kreatywności i zrobi to bez wahania, jeżeli tylko jej na to pozwolicie.


Wiem o tym, ponieważ sam przez lata pozwalałem krytykowi sobą pomiatać. Od jakiegoś czasu już tego nie robię i naprawdę dobrze się dogadujemy.


Tak, lubię swojego Kreatywnego Wewnętrznego Krytyka. Uważam, że ma dobre oko i ucho, pod warunkiem, że działa według moich wytycznych. Mam w życiu za dużo pomysłów, żeby nie filtrować ich z jego pomocą, ale jednocześnie nie chcę pozwalać sobie na to, że zacznę się zabierać za wszystkie rzeczy na raz i będę niepotrzebnie kończyć tematy, które zupełnie nie mają sensu. Tak, z pełna odpowiedzialnością przyznaję, że generuję lepsze i gorsze pomysły i postanowiłem poświęcać uwagę tylko tym pierwszym. Kreatywny Wewnętrzny Krytyk pomaga mi na przykład szybko i bezboleśnie wywalać bezsensowne akapity z tekstów, które czytacie na blogu #Kreatywność (czasami pomaga mi nawet zakopać całe artykuły na cmentarzu słabych pomysłów) i sprawia, że dużo szybciej, niż kiedyś dogaduję się z klientami. Nie pytam jednak Krytyka, czy jestem dobry w tym, co robię tak ogólnie, tylko korzystam z jego usług w kontekście poszczególnych pomysłów, lub ich fragmentów. Dzięki temu pracuję szybciej i większość rzeczy udaje mi się zrealizować bezproblemowo. Tak więc myślę, że dogadanie się z Kreatywnym Wewnętrznym Krytykiem naprawdę ma sens, bo to całkiem fajny gość, nawet jeżeli mamy już tę świadomość, że jest sadystą i psychopatą.


Miłego i kreatywnego dnia życzę!


Kuba Łuka




Spodobał Ci się artykuł? Kliknij i zamów już teraz najnowszą książkę Kuby Łuki "Halo! tu kreatywność", która jest doskonałym przewodnikiem dla wszystkich, którzy korzystają z kreatywności każdego dnia - w pracy, w biznesie, a także w działaniach artystycznych!


Halo tu kreatywność