Kreatywność nie lubi skromności część 2. Jak poznać swoją wartość i wyrzucić skromność do kosza.

Aktualizacja: kwi 23


Kuba Łuka. Kreatywność nie lubi skromności. Artykuł. Blog Hasztag Kreatywność


Pierwszą część artykułu „Kreatywność nie lubi skromności” czytaliście chętnie i równie chętnie dyskutowaliście ze mną na jej temat. Rozmowy takie pokazały mi, że skromność jest w Polsce totalnie „niezaoranym gruntem”. Traktujemy ją „z namaszczeniem”, kurczowo się jej trzymamy i jednocześnie nigdy nie zastanawiamy się nad tym, czemu ona tak naprawdę służy. Widzimy skromność jako dobry uczynek i pewnego rodzaju obowiązek. Skromność jest mitem tak głęboko zakorzenionym w naszej kulturze, że nie jesteśmy już w stanie go zauważyć. Boimy się nie być skromnymi i uważamy na przykład, że ludzie skromni są z założenia bardziej lubiani. A chcemy przecież dopasować się do gustu jak największej liczby ludzi. Skromność daje nam tym samym względne poczucie bezpieczeństwa, chociaż jednocześnie nie najlepiej wpływa na nasze wewnętrzne poczucie wartości. Wracam dzisiaj do tematu skromności, ponieważ - moim zdaniem - naprawdę warto stopniowo pozbywać się tej dziwnej kulturowej naleciałości. Zapraszam do czytania!


#1 Opowieść o skromnym dłubaniu w cieniu innych dłubaczy


Opowiem Wam teraz bajkę o pewnym człowieku, który wiedział od dziecka, co tak naprawdę chce robić, ale wiele lat zajęło mu dotarcie do miejsca, w którym przyznał się, że naprawdę tego właśnie chce. Człowiek ten - jak to często bywa - urodził się gdzieś poza centrum głównych wydarzeń i „dłubał sobie” przez lata coś swojego, nie myśląc ani trochę, że owo dłubanie może być sposobem na życie, że może być w tym jakaś metoda, która zaprowadzi go gdzieś poza samo dłubanie. Ów człowiek zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami dobrego wychowania zbierał gruntowne wykształcenie na wszystkich etapach swojego życia, co oczywiście zajmowało mu masę czasu. Czasu, który z powodzeniem mógł poświęcić na „dłubanie”. Zamiast tego uczył się i dłubał po godzinach - tak przecież robili wszyscy. Przez lata dłubanie doprowadziło go w bardzo wiele ciekawych miejsc i wywołało masę tak zwanych punktów zwrotnych, co jednak nie przeszkadzało człowiekowi widzieć wciąż samego siebie jako kogoś, kto coś tam sobie dłubie i to coś jest - w jego mniemaniu - zawsze odrobinę gorszę od dłubania innych. Owi inni zawsze dłubali trochę lepiej, ponieważ - w oczach naszego bohatera - dłubali z większą pewnością siebie i przez to - na zewnątrz - wyglądało na to, że są bardziej profesjonalnymi dłubaczami. A bardziej profesjonalni dłubacze - jak na profesjonalnych dłubaczy przystało - powinni (zgodnie z nawykowym, skromnym myślenie, którym nasz człowiek skutecznie się zaraził) zarabiać dużo więcej, od tych nieprofesjonalnych. Bajka kończy się w momencie, kiedy bohater dowiaduje się, że coś jest nie tak z jego własnym poczuciem wartości i postanawia owo poczucie wartości ostatecznie przewartościować.


#2 @!*&%^$* te pliki!


Parę lat temu miałem już na koncie całkiem sporo projektów, które zrealizowałem w szeroko rozumianej branży kreatywnej. Wyrobiłem jakiś tam warsztat, byłem wyposażony w odpowiednie narzędzia i ogólnie dość dużo ludzi zwracało się do mnie z prośbą o wykonanie usług z mojej specjalizacji. Pojechałem wtedy z Żoną na krótkie wakacje i przez parę dni stacjonowaliśmy „na hubę” u naszych dobrych znajomych. Jak ro w takich sytuacjach bywa, powtarzany co wieczór rytuał wspólnego spędzania czasu wywoływał dyskusje, które coraz głębiej wchodziły w strukturę naszych nawyków i przekonań. Niby tylko popijaliśmy sobie beztrosko wino, ale tak naprawdę po którymś tam wieczorze zaczęło dziać się coś więcej. I tak oto w pewnym momencie mój znajomy zaczął mnie pytać, jak ja w ogóle widzę swoją pracę. A konkretnie jak widzę siebie w konfrontacji z innymi, którzy robią podobne rzeczy. Od słowa do słowa okazało się, że mam w głowie zaklikany bardzo popularny modele skromnego myślenia. Byłem wtedy przekonany - i naprawdę święcie w to wierzyłem - że skoro uważam kogoś za lepszego od siebie w kwestiach technicznych (czyli, że ten ktoś robi rzeczy, na takim poziomie, na jakim ja chciałbym je dopiero kiedyś, w przyszłości robić), to oczywiście naturalne jest, że powinienem brać za to niższe wynagrodzenie. Tym samym żyłem w świecie, w którym moje poczucie wartości malało dzięki obserwowaniu innych, którzy robią to samo, co ja, tylko moim zdaniem robią to lepiej. Tak sobie „dłubałem”. Dłubałem oczywiście całkiem nieźle i coraz więcej, ale sam przed sobą w swej skromności nie potrafiłem przyznać, że jestem w tym dużo lepszy, niż mi się wydaje. Palec do góry, kto jeszcze znajduje się w tej skromnej pułapce?

Pewnie długo jeszcze żyłbym w tej bańce, gdyby nie Żona mojego znajomego, która weszła w tym momencie do kuchni, bardzo szybko przeprocesowała wszystkie bzdury, które akurat wygadywałem (bo oczywiście zaciekle broniłem swojego punktu widzenia) i po zadaniu mi jakiegoś tam „pytania pomocniczego” wypowiedziała słowa, które zmieniły moje życie. A brzmiały one - uwaga, będzie wulgarnie - „wypierdol te pliki”. I tak też się stało. Od słowa do słowa zacząłem proces wypierdalania do kosza skromnych plików, które zainstalowałem w swojej głowie pewnie gdzieś na etapie wczesnego dzieciństwa.


#3 O co chodzi z tym poczuciem wartości?


Kiedy rozmawiałem z paroma osobami po publikacji pierwszej części tego artykułu, zauważyłem ciekawe kwestie. Z jednej strony pojawiała się obawa, że ludzie nieskromni są mniej lubiani (o czym wspominałem już wcześniej). Z drugiej problemem było to, że ktoś może być nieskromny i jednocześnie pociskać w świat jakiś totalnie beznadziejny jakościowo temat - biznes, sztukę, produkt, czy cokolwiek innego. W skrócie - zauważyłem, że skromność ma nas wszystkich chronić przed przechwalaniem się czymś, co w oczach ogółu może okazać się totalnym niewypałem. Jasne - publiczność weryfikuje bardzo wiele rzeczy, ale zanim pokażemy coś owej publiczności musimy najpierw dysponować: a) wewnętrzną umiejętnością odsiewania mniej udanych pomysłów b) równie wewnętrzną umiejętnością przyznania: „tak, ten pomysł jest dobry i będę go bronić, choćby nie wiem, co się działo, ponieważ czuję, że ma wartość”. Kropka.

Podam z tej okazji taki kontrargument. Z takiego dość teoretycznego punktu widzenia - naprawdę nie jest ważne to, co każdy z nas myśli o tym, czy efekt jakiegoś procesu kreatywnego jest świetny, czy też totalnie beznadziejny. Możemy napisać tysiąc złych recenzji, ale ktoś, kto coś stworzył może być nadal przekonany o wartości swojego dzieła. Możemy się na to oburzać, ale nie ma to najmniejszego znaczenia. Wiadomo, że wartość rynkowa danego produktu to już zupełnie inną kwestia i jej nie będę tutaj poruszać. Nasze poczucie wartości czegoś, co zrobił ktoś inny jest czymś zupełnie odmiennym od wewnętrznego poczucia wartości tego, co my sami robimy i poruszam cały czas tylko i wyłącznie tę drugą kwestię.

Skromność jest postawą, która każe nam uzależnić wartość tego, co stworzyliśmy od opinii innych osób. Skromność każe nam mówić: „O takie sobie wydłubałem. Fajne? Bo jak niefajne, to może wydłubię jakieś inne. Albo dam sobie z tym spokój, jak mówicie, że niefajne”. Dlatego właśnie uważam, że kreatywność nie lubi skromności.






#4 Joy raczej nie lubi skromności


Oglądaliście film Joy? Nie wiem w sumie, jak ta historia wyglądała w prawdziwym życiu, ale na ekranie została pokazana naprawdę świetnie. Filmowa Joy jest dla mnie chodzącym przykładem tego, o czym teraz piszę. Jest kreatywna, uparta, a jej cel opiera się na wewnętrznym poczuciu wartości czegoś, co wymyśliła, co jest mopem do sprzątania podłogi i - co najważniejsze - jest bezwartościowe w oczach innych osób. Joy nie ma tysięcy followersów. Jej jedynym środkiem wyrazu jest niezmienne, wewnętrzne przekonanie o wartości tego, co stworzyła. Uparte i - warto to dodać - wsparte strachem o przyszłość swojej rodziny. Trudno jest oczywiście odnieść się do tego obrazu tak, jak każdy z nas odnosiłby się do takiej sytuacji we własnym życiu. Film został nakręcony w Hollywood, a Joy finalnie zwyciężyła (wybaczcie spoiler, ale to istotne). Oglądanie czegoś, co pokazuje, jak ktoś odnosi sukces jest zupełnie inną sytuacją, niż ta, w której sami mamy wyobrazić sobie możliwy sukces swojego pomysłu i utrzymywać tę wizję w oparciu o niezmienne (albo prawie niezmienne) poczucie własnej wartości.

Od pomysłu do realizacji prowadzi bardzo długa i naprawdę wyboista droga. Pokonanie jej jest nieporównywalnie trudniejsze, kiedy korzystamy z nawykowej skromności.

Naprawdę wolno Wam pękać z dumy ze swoich pomysłów, pod warunkiem, że potraficie samodzielnie i z pełną odpowiedzialnością odrzucać te gorsze i akceptować te lepsze. Odrzucać i akceptować samodzielnie, bez liczenia na to, że nabiorą one wartości dzięki pozytywnej opinii innych.


#5 Czy ktoś w ogóle lubi skromność?


Na to pytanie jest wyjątkowo trudno odpowiedzieć. Zaciekle bronimy skromności, ale nie znaczy to wcale, że ją lubimy. Korzystamy z niej na co dzień, ale to nie znaczy, że naprawdę nam służy. Skromność jest częścią uniwersalnego języka, który mówi: „wszyscy jesteśmy tak samo mali, a powiększyć może nas tylko to, co powiedzą o nas inni”. Łączy nas ona w przekonaniu, że możemy być powszechnie lubiani, ponieważ potrafimy coś robić, pod warunkiem, że się z tym czymś nadmiernie nie obnosimy. Skromność jest takim wentylem bezpieczeństwa, który pozwala w razie potrzeby wycofać się ze stosunków z tą wersją siebie, która usiłuje powiedzieć, że jesteśmy zdolni do robienia rzeczy wielkich, istotnych, pięknych i ważnych. To jednak nie ma nic wspólnego z lubieniem skromności. Znamy ją, nauczyliśmy się nią posługiwać, przywykliśmy do niej i tyle. Ze skromnością jest trochę jak z gotowaniem ziemniaków. Obieramy je uparcie i wrzucamy do zimnej wody, kiedy tak naprawdę nie trzeba robić żadnej z tych rzeczy, ale żeby wiedzieć które ziemniaki tak naprawdę wolimy, warto chociaż raz spróbować nie obierać ich i wrzucić od razu do gorącej wody (osobiście wybieram nieobrane ziemniaki ze względów smakowych i wrzucam je zawsze do gorącej wody). Bez tego nie mamy porównania. Proszę wybaczyć mi to dość dziwne porównanie, ale dokładnie tak jest ze skromnością. Żeby sprawdzić, czy naprawdę Wam ona służy, spróbujcie chociaż raz nie być skromnym. Poczujcie to i porównajcie doznania, a może nigdy nie będziecie chcieć już do niej wracać.


#6 Zadanie na dziś


Po skończeniu projektu, nad którym właśnie siedzisz idź do lustra, spójrz sobie prosto w lustrzane oczy i powiedz do swego odbicia: „zrobiłam/zrobiłem coś pięknego, ważnego, istotnego!”. Zrób to bez nawykowej skromności i nie myśl o tym, co o projekcie pomyślą inni ludzie! A kiedy zaczniesz czuć potrzebę udawania, że lepiej jest być skromnym/skromną, że naprawdę należy pomniejszać na zewnątrz wartość efektów swojej pracy - po prostu (cytuję) „wypierdol te pliki”!


#6 i ½ Post Scriptum


Na zakończenie, zupełnie na marginesie muszę dodać jedną ważną rzecz, która dotyczy różnic płci. W ciągu swojego życia zauważyłem bardzo wyraźnie, że Kobietom dużo częściej wciska się historię o potrzebie bycia skromną. Myślę więc, że macie w tej kwestii do wykonania dużo więcej pracy, niż mężczyźni, którym w kwestii nieskromności dużo więcej, od wczesnego dzieciństwa, uchodzi na sucho. Zostawię ten wątek otwarty i może właśnie tego będzie dotyczyła trzecia część tego artykułu?


Miłego dnia!


Kuba Łuka



Spodobał Ci się artykuł? Kliknij i zamów już teraz najnowszą książkę Kuby Łuki "Halo! tu kreatywność", która jest doskonałym przewodnikiem dla wszystkich, którzy korzystają z kreatywności każdego dnia - w pracy, w biznesie, a także w działaniach artystycznych!