Czy kreatywność kocha pieniądze? Dlaczego nie wszystkim udaje się zarabiać w branży kreatywnej

Aktualizacja: kwi 23


Kuba Łuka. Czy kreatywność kocha pieniądze. Artykuł na blogu Hasztag Kreatywność

Kreatywności i pieniędzy nie powinno się nadmiernie od siebie oddzielać. Jedno napędza drugie i naprawdę warto zdać sobie z tego sprawę tak szybko, jak jest to możliwe. Dlatego też nadeszła pora, żeby na blogu #Kreatywność pojawił się pierwszy (i na pewno nie ostatni) artykuł opowiadający o kwestiach, które ułatwiają (lub utrudniają) zarabianie w branży kreatywnej. Rozmowy o pieniądzach są komplikowane przez wiele czynników. Zabawne jest na przykład, że nie-zarabiania w branży kreatywnej broni się z podobną zaciekłością, co problemu skromności. Od dzieciństwa wdychamy opary przekonań, zgodnie z którymi rynek pracy dzieli się na „porządne zawody” i te mniej porządne, do których zaliczają się wszelkie działania kreatywne i pozaetatowe. Niby nam to nie służy, ale potrafimy jednocześnie przez całe lata uważać, że pieniądze kreatywnym należą się w dużo mniejszym stopniu, niż na przykład lekarzom, inżynierom, czy powiedzmy mechanikom. Widząc to wszystko postanowiłem poruszyć temat zarabiania oraz niezarabiania i podzielić się z Wami kilkoma rzeczami, które analizuję od kilkunastu lat, a które niejednokrotnie dotyczyły również mojej osoby. Bo musicie wiedzieć, że przeszedłem naprawdę długą drogę w branży kreatywnej, zanim byłem gotów napisać ten tekst. Zapraszam do czytania!



#1 Podstawowa, ale zapomniana zasada: Praca zarobkowa ma prowadzić do zarabiania pieniędzy



Z jednej strony głupio jest o tym w ogóle wspominać, ale - jak się okazuje - nie jest to wcale takie oczywiste. W świecie kreatywnym bardzo często zapominamy o tym, że praca zarobkowa ma prowadzić przede wszystkim do zarabiania pieniędzy. Codziennie widzę osoby, które oferują wykonywanie swojej pracy za obrzydliwie niskie mikrostawki, lub też bez potrzeby otrzymywania jakiegokolwiek wynagrodzenia. Każdego dnia obserwuję również „oferty pracy” dla kreatywnych, które rozpoczynają się od zdań w stylu: „fotografia/grafika/pisanie (tu wpiszcie cokolwiek) to twoja pasja?” i pomijają zupełnie kwestię zarabiania.


Praca kreatywna musi prowadzić do zarabiania pieniędzy - to banał, ale jednak każdego dnia należy powtarzać go na nowo, do skutku. Tworzenie sieci darmowych usług przyczynia się do psucia rynku kreatywnego. Im więcej potencjalni klienci dostają możliwości otrzymania czegoś bezpłatnie, tym rzadziej sięgają po wszystko to, za co muszą zapłacić. To bardzo prosta zasada. Możliwe, że sam dużo rzadziej korzystałbym z płatnej piekarni, gdyby ktoś dawał mi chleb za darmo.

Wykonywanie niektórych rzeczy za darmo możecie zarezerwować dla siebie, dla naprawdę bliskich przyjaciół (o ile przyjaciele nie występują z ramienia firm, w których pracują), lub tez na potrzeby barterowej wymiany za usługi, których naprawdę potrzebujecie. Reszta przypadków zasługuje na sprawiedliwe traktowanie, którego efektem finalnym musi być zadowalający przelew na wasze konto. Jeżeli nie myślicie do tej pory w takich kategoriach, muszę Was zmartwić, ale nie pracujecie kreatywnie, tylko jesteście kreatywnymi wolontariuszami, wykonującymi pracę charytatywną tam, gdzie należy się Wam wynagrodzenie. Kropka.



#2 Problem: Niskie poczucie własnej warto$ci i warto$ci tego, co się robi


Wątek ten poruszałem już wcześniej w artykułach z cyklu „Kreatywność nie lubi skromności”, ale nie mogę nie dorzucić kilku słów również tutaj. Bez względu na to, jak ezoterycznie, czy new age’owo to zabrzmi, wartość tego, co sprzedajemy zaczyna się gdzieś na poziomie naszego wewnętrznego poczucia własnej wartości (więcej na ten temat znajdziecie w moim E-booku). Możecie w to wierzyć lub nie, ale naprawdę nie sprzedacie komuś złota, jeżeli w środku będziecie „pustakiem”.


Tworzenie rzeczy na niskim poczuciu własnej wartości prowadzi do frustracji. Nie możecie powtarzać sobie w nieskończoność, że jesteście mali i jednocześnie liczyć na to, że ktoś z zewnątrz sprawi, że w cudowny sposób zaczniecie się nagle świetnie sprzedawać. To po prostu tak nie działa. Jesteśmy zwierzętami, które instynktownie wyczuwają hierarchię w stadzie. Niskie poczucie własnej wartości wyjątkowo łatwo komunikuje się na zewnątrz. Staje się ono neonem, który przekazuje potencjalnym nabywcom tego, co robicie komunikat o treści: „okazja”. Nie ma w tym oczywiście nic złego, jeżeli chcecie być takim towarem z wyprzedaży.





#3 Mit: Na kreatywności się dorabia, ale niekoniecznie zarabia


Założyłem #Kreatywność po części dlatego, że kreatywność w wersji polskiej najczęściej kojarzy się z jakimś amatorskim hobby, które wykonuje się po godzinach tej ciężkiej, właściwej i „porządnej pracy”. To przekonanie jest o tyle groźne, że wdrukowuje się pod naszymi czaszkami, zupełnie jak nawykowa skromność i czasami do końca życia nie potrafimy się od niego uwolnić. Przemyślcie ten temat i zastanówcie się, czy potencjał zarabiania na kreatywności nie znajdują się dla Was gdzieś na szarym końcu tylko dlatego, że mama z tatą tak Wam to kiedyś przedstawili.


W tym kontekście istotny jest mit artysty, który się „sprzedaje” i artysty, który się „nie sprzedaje” - tak często powielany w naszej kulturze. Mit ten sprawia, że niejednokrotnie twórcy muszą przejść naprawdę długą drogę, zanim zrozumieją, że w zarabianiu na swoich pomysłach nie ma nic złego. Znam osobiście tylu świetnych twórców, którzy powielają ten schemat, że aż boję się o tym myśleć. Wrócę więc pewnie do tego tematu kiedyś przy okazji osobnego tekstu, bo naprawdę jest o czym pisać.


#4 Mit: O pieniądzach rozmawia się na samym końcu, lub po zakończeniu pracy


Porozmawiajmy o kreatywnych sportach ekstremalnych, które grożą ciężkimi wypadkami przy pracy. Nie wiem za bardzo skąd to się wzięło, ale rozmawianie o kasie jest polskim tematem tabu. Odrywacie nadal metki z ceną z prezentów? W świecie Allegro, Ceneo i ogólnie całego internetu ten zabobon jest tak samo przydatny, jak pozostawianie rozmowy o pieniądzach na sam koniec.


Jeżeli żyjecie w matrixie nieporuszania kwestii finansowych - zwłaszcza w rozmowach z klientami - naprawdę polecam Wam wydostanie się stamtąd jak najszybciej. Umowa (lub inna forma pisemnych ustaleń, które można potem pokazać w razie wątpliwości), wraz z jasnym i klarownym określeniem warunków finansowych zlecenia, a także (jeżeli to możliwe, bo nie zawsze się da) zaliczką, lub zadatkiem powinna być podstawą do rozpoczęcia jakiejkolwiek pracy. Wcześniej nie ruszajcie palcem, bo naprawdę nie ma co ruszać. Realizacja projektów kreatywnych w oparciu o ustalenia, które pomijają kwestie finansowe i przeciągają je do ostatniej chwili to jedna z najniebezpieczniejszych rzeczy, jakie możecie sobie zrobić na drodze do zarabiania na własnej kreatywności.


#5 Mit: Portfolio


Mit portfolio jest moim zdaniem jednym z podstawowych powodów, dla których młodzi ludzie świadczą bezpłatnie (lub prawie bezpłatnie) usługi kreatywne. Ten temat ma dla mnie podwójne oblicze. Z jednej strony rozumiem klientów, którzy pragną zobaczyć coś, co potencjalny wykonawca danego dzieła zrobił wcześniej. Z drugiej strony jednak wykonałem w życiu zbyt wiele zleceń kreatywnych, przy okazji których nie pokazywałem portfolio, żeby nadal w to wierzyć.


Portfolio może być na swój sposób fikcyjne - można zrobić je samemu, na własne potrzeby. Uważam nawet, że dzięki temu efekt będzie dużo lepszy, niż w wypadku próby sklejania portfolio z darmowych, lub bardzo tanich zleceń.


Tani klient najczęściej nie ceni tego, co zamawia i ostatecznie jest najczęściej nastawiony na tani efekt. A tanie efekty, jak to tanie efekty, tanio wyglądają w portfolio. Resztę dopowiedzcie sobie sami.



#6 Problem: Usługa kreatywna kosztuje tyle, na ile się ją wyceni i bardzo rzadko mamy do czynienia z jakimiś z góry określonymi stawkami


Usługa kreatywna nie jest litrem mleka i najczęściej nikt z góry nie wie ile się za nią płaci. Polska jest krajem, w którym dla wielu klientów pomysły są wciąż warte tyle, ile nośnik, na którym go kupują, w związku z czym wartość samego pomysłu jest tak trudna do wycenienia. A ponieważ polscy wykonawcy usług kreatywnych niechętnie mówią o swoich cenach, więc problem ten dodatkowo się komplikuje.


Gdzieś na etapie stawiania pierwszych kroków w branży kreatywnej szukamy klientów w najbliższym otoczeniu. Jest to logiczne, ale potrafi być też poważną pułapką. Pochodzę z małego miasta, a następnie mieszkałem w trzech innych - dużo większych - i wiem, że wartość usługi kreatywnej rośnie (lub maleje) wraz ze zmianą miejsca zamieszkania.


Zaniżanie swoich stawek tylko dlatego, że w najbliższym otoczeniu nikt nie płaci za nie więcej niż ileś tam, to z jednej strony ostatnia deska ratunku, ale z drugiej prawdziwy strzał w kolano. Tutaj wracamy do mitu portfolio. Z punktu widzenia tego kłopotliwego słowa na „P” jest oczywiście logiczne wykonanie 10 usług za pół ceny. Z punktu widzenia Waszego życia i Waszych możliwości fizycznych sprawa wygląda trochę gorzej.




#7 Problem: Wycena


Prawdziwy dramat rozpoczyna się, kiedy chcemy wycenić ile tak naprawdę warte jest to, co robimy. Nasze mózgi łatwo zadowalają się kwotami, które wydają nam się zadowalające, ale jednocześnie nie potrafią realnie ocenić tego, co z danej kwoty zostanie nam w kieszeni. Pieniądz, który wpływa na Wasze konto nie jest liczbą, która pozostanie tam w niezmienionej formie na zawsze. ZUS, VAT, podatek dochodowy, jedzenie, paliwo i bardzo wiele innych rzeczy, to codzienne koszty, które musicie pokryć z danej usługi kreatywnej. Pomyślcie o tym, zanim wycenicie klientowi pomysł, który chcecie mu sprzedać i zastanówcie się, co tak naprawdę w Waszym wypadku oznacza netto.


Prawdziwą pułapką wyceny jest fakt, że usługi kreatywne są w Polsce traktowane na podobnych zasadach, co praca w kopalni i fabryce. W związku z tym wartość pomysłów przelicza się na godziny, które ktoś spędził na ich wymyślaniu i realizacji. To oczywiście jedna z większych bzdur naszego świata i naprawdę - jeżeli myślicie w ten sposób o swojej pracy kreatywnej, polecam natychmiast zmienić swój punkt widzenia. W pracy kreatywnej liczy się efekt, nie czas, który poświęca się na realizację danego projektu. Tani model klienta bardzo często próbuje wrzucać - zwłaszcza młodym twórcom - że nie powinni dostawać za pracę tyle, ile chcą, ponieważ zajmuje im to mało czasu. Umiejętność szybkiej realizacji projektów kreatywnych świadczy o profesjonalizmie, dlatego też osoby, które potrafią wymyślać świetne rzeczy w oka mgnieniu są w branży kreatywnej warte najwięcej. Nie odwrotnie.


#8 Problem: Niekończące się poprawki


Skoro jesteśmy już przy czasie, nie mogę nie poruszyć kwestii darmowych poprawek w ilościach hurtowych, czyli czegoś, co działa zdecydowanie na niekorzyść wykonawcy zlecenia kreatywnego. Każda poprawka sprawia, że spędzacie nad projektem dodatkowy czas, dlatego też pomyślcie, czy przypadkiem nie macie do czynienia z klientem, który zajmuje Wam cały miesiąc za kwotę, która stanowi proporcjonalnie zaledwie 25% miesięcznego wynagrodzenia. Ustanowienie w umowie ceny każdej poprawki ułatwi pracę - zarówno wam, jak i klientowi, który zacznie Was trochę bardziej cenić.


#9 Problem na zakończenie: Nieopłacone zlecenia, o które nikt nie walczy


Zakończenie pracy kreatywnej to tylko połowa sukcesu. Prawdziwym finałem są pieniądze na Waszym koncie. Zdarza się czasami, że między jednym a drugim punktem pojawia się trochę problemów, a ściągnięcie pieniędzy wymaga dodatkowego nakładu pracy. Prawda jest taka, że w kontakcie z dużymi klientami data przelewu potrafi się przeciągać z uwagi na wewnętrzne procedury, które towarzyszą wszystkim transakcjom. Nie przeszkadza to jednak przypominać o sobie. Przypominać bez wstydu i poczucia winy. W uczciwych relacjach to zawsze pomaga i nikt nikomu nie ma za złe nadgorliwości w procesie ściągania pieniędzy.


Dużo gorzej sytuacja wygląda, kiedy klient po terminie zapłaty nadmiernie się ociąga, nie odbiera telefonów, nie odpisuje na mejle i ogólnie uważa, że wszystko jest ok, ponieważ robota została wykonana. Jeżeli zastanawiacie się po co komu wszystkie pisemne ustalenia odpowiem Wam teraz, że między innymi po to, żeby ułatwić pracę windykatorowi, którego powinniście w takiej sytuacji zatrudnić do ściągnięcia swoich pieniędzy. Windykator pobiera oczywiście za taką usługę odpowiedni opłatę, ale ostatecznie lepiej jest otrzymać na konto kwotę pomniejszoną o wypłatę za usługę windykacyjną, niż godzić się z tym, że klient Wam nie zapłaci.


Miłego dnia!


Kuba Łuka


Spodobał Ci się artykuł? Kliknij i zamów już teraz najnowszą książkę Kuby Łuki "Halo! tu kreatywność", która jest doskonałym przewodnikiem dla wszystkich, którzy korzystają z kreatywności każdego dnia - w pracy, w biznesie, a także w działaniach artystycznych!