Kreatywność i Ciało. Jak ćwiczyć, żeby być kreatywnym i nie tracić czasu.

Aktualizacja: kwi 23


Kobieta biegnie. Post Kreatywność a ciało. Blog Hasztag Kreatywność

Nadszedł moment na poruszenie tematów związanych z pracą kreatywną i kondycją fizyczną. Jakiś czas temu w ciągu jednego tygodnia zrealizowałem prawie pięć projektów kreatywnych. Deadline’y się nawarstwiły, tak więc siedziałem milion godzin przy komputerze. Mimo to nie dałem wtedy za wygraną, a moje ciało skończyło cały ten maraton w całkiem dobrej kondycji. Łączenie procesu kreatywnego z minimalną, ale nawykową, powtarzaną każdego dnia aktywnością fizyczną zmienia bardzo wiele i naprawdę zachęcam Was do zainteresowania się tym tematem. Lata temu byłem typem ślęczącym godzinami bez ruchu przed komputerem i na całe szczęście dość szybko postanowiłem porzucić taki model pracy. Kosztuje mnie to obecnie w sumie niewiele wysiłku i procentuje każdego dnia, do czego gorąco Was zachęcam. Zapraszam do czytania!


# Mit: Jeżeli nic mnie nie boli, to znaczy, że nie żyję


Postanowiłem zacząć od tego przekonania. Z jednej strony jest ono dość zabawne, a z drugiej czasami przeraża mnie poziom jego popularności (zwłaszcza wśród trochę starszego pokolenia). Od dzieciństwa wciska się ludziom bardzo wiele tego typu koncepcji, a ta konkretna ma na celu przekazanie następującej prawdy o świecie: cierpienie jest częścią naszego życia i warto jakoś się z tym faktem pogodzić. Osobiście zupełnie się z tym nie zgadzam i dlatego postanowiłem na poziomie rozważań o kreatywności przekształcić odrobinę ten mit. Załóżmy więc, że od teraz brzmi ono: Jeżeli nic mnie nie boli, to znaczy, że mam większe szanse na bycie kreatywnym.


# Po co w ogóle pisać taki artykuł?


Mam wieloletnią tradycję związaną z uprawianiem sportów i ogólnie z wysiłkiem fizycznym. Rodzice od wczesnego dzieciństwa „wyrzucali” mnie na stok narciarski. W wieku siedmiu lat poszedłem do szkoły sportowej i przez kolejne siedem lat trenowałem pływanie - przez większość tego okresu czasu po pięć dni w tygodniu. Po godzinach grałem w tenisa, w zimie jeździłem na nartach, potem desce, a gdzieś w międzyczasie - już nie w ramach sportu - jeździłem na rowerze, żeby się po prostu przemieszczać. Potem miałem sporą przerwę w sportach. Pewnego dnia, kiedy zacząłem pisać swój doktorat i naprawdę ślęczałem po wiele godzina nad laptopem w niekoniecznie przemyślanej pozycji okazało się nagle, że połowa pleców zakleszczyła się i jedna z łopatek zaczęła odstawać w innym kierunku, niż druga.


Niby nic, ale zmartwiło mnie to na tyle, żeby zacząć szukać dla siebie szybkich i skutecznych metod przymuszani ciała do powrotu do właściwej pozycji, bo nie do końca pasowała mi perspektywa garba na plecach. Tak odkryłem tai chi, które porzuciłem dla jogi. To drugie było dla mnie idealnym rozwiązaniem, bo naprawdę po raz pierwszy w życiu odkryłem, jaką posiadam moc w przymuszania własnego ciała do wyginania się w nietypowych kierunkach i moje plecy ostatecznie się wyprostowały. Joga miała oczywiście swoje ciemne strony. Jak przystało na faceta wychowanego w Polsce, a więc w kraju, w którym ceni się podrzucanie worków z cementem i ogólnie każdą rzecz traktuje się wyczynowo, szybko nabawiłem się kilku kontuzji i doszedłem do wniosku, że może nie tędy droga. Z czasem poszukałem więc swoich własnych rozwiązań, a ostatecznie doprowadziło mnie to do przekonania, że kreatywność bez poruszania własnym ciałem nie jest tą samą kreatywnością. I o tym chcę Wam opowiedzieć.


# Mit: ciało nie ma nic wspólnego z procesem myślowym i kreatywnym


Nic tak nie psuje wytwarzania nowych pomysłów (a zwłaszcza ich realizacji), jak ból w plecach, w biodrach, czy na przykład spięte nadgarstki. Jasne, na upartego w zasadzie wszystko można robić w gorszych warunkach. Ostatecznie w Polsce nadal wierzymy, że gorzej znaczy lepiej. Pragnę Was jednak w tym miejscu przekonać, że naprawdę można z pomocą aktywności fizycznej poprawić jakość swojego życia i usprawnić proces kreatywny.


Nie wiem, czy zauważyliście, ale w naszej kulturze istnieje wyraźny podział na pracę fizyczną i umysłową. Jest szansa, że dzięki temu wydaje nam się, że umysł ma niewiele wspólnego z ciałem. Oddajemy się takiemu wielogodzinnemu i bezsensownie procesowi „móżdżenia”, w trakcie którego nasze ciało zwisa sobie bezwładnie, jakby było niepotrzebnym workiem, w którym spoczywa mózg. Łupanie w krzyżu, ból ramion, zesztywniałe biodra i obolała szyja. To wszystko nie tylko prowadzi długofalowo do poważnych komplikacji, ale też - w czasie rzeczywistym - komplikuje proces myślowy i naprawdę niezbyt dobrze wpływa na kreatywność. Dlatego też - jeżeli jeszcze tego nie robicie - proponuję Wam pomyśleć o wrzuceniu w swój rytm dnia odrobiny „rozluźniającej pracy fizycznej”, która docelowo powinna stać się Waszym nowym nawykiem - nieodłącznym w codziennej pracy kreatywnej.



Biegacze na torze. Post Kreatywność a ciało. Blog Hasztag Kreatywność.


# Tak naprawdę jesteśmy bardzo prostymi konstrukcjami


W zależności od tego, jak będziemy patrzeć na mechanizm, który składa się na naszą psycho-fizyczną konstrukcję, okaże się, że jesteśmy albo wyjątkowo skomplikowani, albo też wybitnie prości. Na potrzeby artykułu, który właśnie czytacie proponuję chociaż na chwilę uwierzyć w tę drugą opcję.


W takim bardzo uproszczonym sposobie widzenia ludzkiego ciała składamy się z mięśni, ścięgien i powięzi, które zostały naciągnięte na kości z całą masą „zawiasów”, które poruszają się w bardzo wielu kierunkach. Naszym problemem jest trochę za duża głowa (w stosunku do innych gatunków ssaków), pozycja stojąca (w której poruszamy się na dwóch, nie czterech kończynach) i tryb siedzący, który z jakiegoś powodu wybraliśmy, chociaż wcale nam to nie służy. Dodajcie do tego większość modeli krzeseł i foteli, które zostały zaprojektowane przez prawdziwych sadystów. Wszystko to sprawia, że nasze „zawiasy” wraz z mięśniami układają się w określonym kierunku, co na dłuższą metę utrudnia ich poruszanie w kierunku przeciwnym. Z takiego punktu widzenia mechanizm jest banalnie prosty. Kiedyś wszystko to wydawało mi się dużo bardziej skomplikowane. Dzisiaj natomiast wiem, że właśnie w tej wersji widzenia ludzkiej anatomii znajduje się klucz do szybkiego i niezbyt skomplikowanego modelu przymuszania własnego ciała do niezakłócania procesu kreatywnego bólem i niedomaganiem. Klucz ten wygląda następująco: jeżeli Wasze ciało przez wiele godzin nie poruszało się w jakimś kierunku, sprawcie spokojnie i bez wyczynów, żeby ruszyć delikatnie swoje zawiasy we wszystkie możliwe strony.


# Uwaga na ćwiczenia, które zajmują zbyt wiele czasu


Pierwszą zasadą wprowadzania do swojego planu dnia ćwiczeń, które mają na celu poprawienie Waszych możliwości kreatywnych jest ich możliwie największa prostota i natychmiastowa dostępność. Nic tak nie zniechęca człowieka do robienia czegokolwiek, jak potrzeba podejmowania dodatkowego wysiłku, który ma umożliwić wykonanie zadania docelowego. Znacie tę legendarną historię z cyklu: „od jutra zaczynam biegać”? No właśnie. Tak będzie ze wszystkim, do zrealizowania czego potrzebujecie dużej ilości przygotowań. Będziecie to chętnie robić, ale dopiero od jutra. A jutro zawsze będzie jutro.


Po latach wykombinowałem sobie swój własny zestaw ćwiczeń, który jestem w stanie wykonać na dzień dobry, szybko, zaraz po wstaniu z łóżka. Zajmuje mi to około dwudziestu minut i nie muszę w tym celu wychodzić z domu. Wiem z doświadczenia, że skomplikowane zestawy ćwiczeń, albo zadania, które wymagają dodatkowych ruchów (wyjście z domu, ubranie specjalnego stroju, wycieczka na siłownię) nie u każdego się sprawdzą. Z wielu względów. Niektórzy są oczywiście wyjątkowo uparci i zdyscyplinowani, dla większości jednak zła pogoda i sam fakt poświęcania na coś dodatkowej porcji czasu (który czasami liczymy w drogocennych pięciominutówkach) potrafi na długi czas zamknąć naszą upragnioną aktywność fizyczną w tym powracającym się w nieskończoność „od jutra”.


Jeżeli więc chcecie zacząć wykonywać ćwiczenia, które usprawnią Waszą kreatywność, wybierzecie coś naprawdę prostego. Celujcie zawsze w to, co będziecie w stanie niezobowiązująco „strzelić” od niechcenia w dwie minuty w trakcie przerwy w biurze i nikt nie będzie patrzeć na Was dziwne. Czasami zwykłe niezobowiązujące naciągania, przeciągania, szybkie skłony potrafią zdziałać cuda, chociażby dlatego, że przymusza się z ich pomocą ciało do czegoś przeciwnego od wielogodzinnego siedzenia na krześle. Jeżeli natomiast pracujecie na freelansie, będzie Wam dużo prościej oderwać się na pięć, dziesięć minut i wykonać serię bardziej zaawansowanych ruchów. Musicie tylko o tym pamiętać.


# Mit: Nie mam już przecież czasu na ćwiczenia


Wszystko zależy od tego, czego tak naprawdę chcecie. Czas jest z gumy, a jego rozciągliwość opiera się określeniu priorytetów. Zwróciłem uwagę na to, żeby wybierać rzeczy niewielkie, właśnie po to, żeby nie dawać pożywki prokrastynacji. Z poświęcaniem czasu na małe ćwiczenia jest jak z wydawaniem stu złotych na masaż. Bez problemu zostawiamy tyle w koszyku z zakupami w sklepie, ale poświęcenie tej kwoty na siebie nagle okazuje się wielkim wydatkiem. Podobnie prezentuje się kwestia poświęcenia dwudziestu minut na codzienną aktywność fizyczną. Odcinek serialu na Netflixie trwa średnio od dwudziestu pięciu do pięćdziesięciu minut. To dokładnie tyle, ile macie wygospodarować w ciągu doby na parę ruchów ciałem, które mają Wam pomóc w myśleniu i wymyślaniu nowych rzeczy. Wybór - jak zawsze - należy do Was. To wszystko jest naprawdę bardzo proste, jeżeli zgodzicie się przyznać, że takie właśnie jest! To jak? Zaczynacie od jutra jutra, czy może od jutra dzisiaj?


Miłego dnia


Kuba Łuka


Spodobał Ci się artykuł? Kliknij i zamów już teraz najnowszą książkę Kuby Łuki "Halo! tu kreatywność", która jest doskonałym przewodnikiem dla wszystkich, którzy korzystają z kreatywności każdego dnia - w pracy, w biznesie, a także w działaniach artystycznych!



Kuba Łuka "Halo! tu kreatywność" okładka książki