Czy kreatywność kocha pieniądze? Część 3: Popularność, social media i zarabianie w branży kreatywnej

Aktualizacja: kwi 23


Kuba Łuka. Czy kreatywność kocha pieniądze. Artykuł. Blog Hasztag Kreatywność

To nie jest artykuł skierowany przeciwko social mediom i popularności. Popularność jest w obecnych czasach rzeczą niezwykle istotną. Uważam jednak, że nie zawsze jest ona konieczna, żeby odnieść sukces w branży kreatywnej. Świat od dawna zna wiele przykładów pojedynczych twórców, tandemów, czy całych grup kreatywnych, na które w równym stopniu składają się ludzie bardzo popularni, a także ci schowani gdzieś w ostatnim rzędzie. Popularność nie jest więc konieczna. Może być wyborem. Powinna też być dostosowana do produktu, który jest sprzedawany i w żadnym wypadku nie może bezsensownie zabierać czasu potrzebnego na zarabianie pieniędzy. Dlatego też, jeżeli nie jesteście popularni w social mediach, ale doskonale radzicie sobie finansowo w branży kreatywne, może się okazać, że po prostu tej popularności nie potrzebujecie, żeby odnieść sukces. Zapraszam do czytania trzeciej części artykułu o kreatywności i pieniądzach!


# Czy naprawdę trzeba kierować się do wielkiej publiczności?


I tak i nie. Wszystko zależy od tego, co robicie i do kogo chcecie mówić. Ale jednak bez względu na to, jak wielką publiczność sobie wymarzyliście, w wielu wypadkach możecie spokojnie obejść się bez niej i spokojnie utrzymywać się z pracy kreatywnej. Marzenie o milionie odbiorców tego, co robicie może bardzo skutecznie pogrążyć Wasze plany tam, gdzie na przykład wystarczy Wam popularność w oczach jednego klienta. Dlatego też zanim postanowicie poświęcić parę lat na stanie się gwiazdą usług kreatywnych zastanówcie się najpierw czego tak naprawdę potrzebujecie - pieniędzy, czy popularności.


# Czy popularność i zarabianie to dwie różne rzeczy?


Popularność i zarabianie to zdecydowanie dwa różne światy, które mogą, ale nie muszą się łączyć - zwłaszcza w świecie usług kreatywnych. Już jakieś osiemnaście lat temu, kiedy stawiałem swoje pierwsze kroki jako realizator w studiu nagraniowym zauważyłem ciekawą rzecz. Spotykałem na swojej drodze dwa rodzaje muzyków. Pierwsi mieli na siebie jakiś pomysł, plan, czy jak to nazwiemy i wiedzieli, że wszystko rozpędza się małymi krokami. Drudzy pragnęli jechać w trasę zaraz po nagraniu pierwszej demówki - mieć zajebisty tour bus z barkiem i ogólnie mniej myśleć o biznes planie, a więcej o tym, co najmocniej widać na powierzchni zjawiska zwanego popularnością. Z dzisiejszego punktu widzenia pierwszy typ nazwałbym pragmatycznym, drugi natomiast - ten obecnie częściej spotykany - hedonistycznym. W kontekście zarabiania dobrze jest jeżeli w tandemie pragmatyzm poprzedza hedonizm, a popularność jest stawiana na konkretnym i dobrze przemyślanym fundamencie.


# Po co nam popularność?


W ciągu ostatnich osiemnastu lat świat oczywiście zmienił się kilkukrotnie. Pamiętam dobrze początki social mediów, które były dla mnie prawdziwym oknem na świat. Pamiętam ekshibicjonizm internetowy, który powoli rósł wraz z portalami typu Myspace i obecnie jest jednym z bardziej istotnych zachowań kulturowych. Super się to wszystko obserwuje, jednak problem pojawia się kiedy zadaję sobie pytanie: „do czego tak naprawdę prowadzi współczesna popularność?”. Jestem już może trochę za stary, żeby w pełni pojąć tajemnice ewolucji social mediów. Wiem natomiast, że kiedy osadzimy je w kontekście całej kultury i wszystkich zachowań (zarówno tych przestarzałych, jak i najbardziej nowoczesnych) może się okazać, że popularność bardzo często służy po prostu samej popularności. A Wy po co chcecie być popularni?


# Czy popularność zabija kreatywność?


Popularność nie powinna zabijać kreatywności i nie ma w zasadzie powodów, żeby uważać, że na pewno ją zabija. Kiedy jednak zastanowicie się nad tym ile czasu i energii trzeba poświęcić na wygenerowanie popularności w świecie social mediów może się okazać, że nie zostaje już nic na samą kreatywność. Sam po sobie widzę jak to wygląda, Kiedy realizuję jakieś zlecenie i jednocześnie piszę ledwie znajduję czas na social media. Doba składa się z dwudziestu czterech godzin i tej liczby nie da się w żaden sposób nagiąć. Natura wymyśliła sobie, że organizmy żywe muszą odpoczywać w mniej lub bardziej regularnym rytmie , a to potrafi mocno wpłynąć na naszą hierarchię zadań. Jasne jest, że w dobrze rozhulanych biznesach zatrudnia się po prostu kogoś, kto ogarnia social media i naprawdę wie, jak dopasować je do danego produktu. Jeżeli jednak zaczynacie dopiero swoją przygodę zastanówcie się dobrze, co jest dla Was najważniejsze - kreatywność, która ma prowadzić do zarabiania pieniędzy, czy też poświęcanie całego swojego czasu na wygenerowanie treści, które wpłyną na Waszą popularność.


# Problem: popularność wśród potencjalnych klientów, którzy... nie są wcale klientami


Więc tak - ogólnie w sieci jest bardzo dużo wskazówek, które mówią o lejku sprzedażowym i tak na dobrą sprawę trudno jest z nimi polemizować. To dość logiczne, że większa ilość kamyków wpadających do dziurawego wiadra sprawi, że więcej tych kamyków wypadnie na dole przez dziurę. Osobiście jednak nie jestem pewien, czy ta zasada sprawdza się w wypadku wszystkich biznesów. Wiele zależy od tego, jaki produkt sprzedajecie, albo chcecie sprzedawać. Uwierzcie mi, że lejek sprzedażowy nie sprawdzi się nadmiernie jeżeli macie w planach realizowanie usług kreatywnych za dziesięć tysięcy netto od sztuki. Co z tego, że rozpędzicie swoje social media zdjęciami z wakacji i będzie Was obserwować dwa tysiące osób, skoro żaden z followersów nie będzie zainteresowany Waszą docelową usługa? Do lejka wpadnie dwa tysiące kamyków, ale żaden z nich nie wypadnie przez dziurę, która będzie Was interesować najbardziej.


# Nie każdy content, który wpływa na popularność może generować dodatkowe przychody w branży, która akurat się zajmujecie


Żeby dopełnić to, co napisałem przed chwilą warto zaznaczyć jedną rzecz. Kiedyś wydawało mi się, że wystarczy generować content i ten - wraz ze wzrostem popularności - automatycznie przyczyni się do ilościowego przyrostu klientów. Do teraz nie wiem, jak wszystkie mechanizmy związane z popularnością we współczesnym świecie naprawdę działają. Wiem natomiast, że wzrost owej popularności może się zupełnie mijać z pieniędzmi, tylko dlatego, że content nie opowiada tak naprawdę o tym, co na co dzień robimy dla pieniędzy. Może się również zdarzyć tak, że nasza praca zarobkowa jest po prostu niezbyt interesująca dla odbiorców w social mediach, a to co realnie wpływa na naszą popularność wymaga stworzenia jakiegoś zupełnie nowego produktu, który będzie dopasowany do tych, którzy zasilają naszą popularność. Sam jestem tego najlepszym przykładem, bo wiem doskonale, że tam gdzie zarabiam najwięcej, tam naprawdę nie mam co pokazać w social mediach - siedzę parę godzin dziennie przed komputerem, wykonuję masę telefonów, czasami wyskoczę na spotkanie, wystawię jaką fakturę, a w pracowni na moim biurku panuje niewyjściowy chaos, który składa się z masy sprzętu, kabli, książek i innych tego typu rzeczy. Od lat zresztą z rozbawieniem oglądam zdjęcia ludzi przy sprzęcie, którzy narzekają, że ich content nie przyciąga tłumów, pomimo tego, że na jakimś tam zdjęciu znalazł się sprzęt X o światowej renomie w towarzystwie paru ponurych chłopaków.


Dla kontrastu wiem, że istnieje masa kont „kreatywnych”, które pokazują barwne, idealnie poukładane pracownie, z kawą, herbatą i innymi smakowicie wyglądającymi szczegółami. Doceniam to i na swój sposób podziwiam. Nie jestem jednak pewien, czy każde dobrze rozkręcone i popularne konto w social mediach przekłada się na przyrost klientów w tej branży, w której naprawdę zarabia się pieniądze. Myślę, że wiele osób kreatywnych rozkręca w ten sposób to, co już wcześniej działało. Inni muszą dopasować nową usługę do nowej publiczności, A jeszcze innym popularność nie przynosi po prostu żadnych dodatkowych dochodów. Zapytajcie więc sami siebie, czy na pewno to, co pokazujecie światu może stać się popularne i czy owa popularność zmieni coś w Waszym sposobie zarabiania pieniędzy. Czasami może się po prostu okazać, że marnujecie czas na social media, chociaż radzicie sobie już całkiem nieźle, a Wasi klienci pochodzą z zupełnie innych źródeł.



# Czy można zarabiać bez social mediów i strony internetowej?


Cały problem polega na tym, że wbrew wszystkiemu, co się mówi - usługi kreatywne mogą istnieć i zarabiać na siebie bez potrzeby korzystania z kanałów komunikacji w social mediach i ogólnie internecie. Znam trochę przypadków osób działających w szeroko rozumianej branży kreatywnej, które pozyskują zlecenia bez pośrednictwa sieci. Jasne jest, że prawie każdy obecnie ma jakieś konto. Nie każde jednak służy do pozyskiwania klientów. Zanim więc rozpoczniecie zmasowany atak za pomocą swojego kanału w social mediach zastanówcie się, czy naprawdę to, co oferujecie można sprzedać wśród publiczności, do której się kierujecie. Usługi kreatywne to bardzo szeroko rozumiany temat - od projektowania wizytówek, po tworzenie olbrzymich kampanii reklamowych. W wielu wypadkach bardziej istotny jest realny kontakt z klientami, niż wirtualne przekazy kierowane do followersów. Może się też okazać, że będziecie popularni w oczach dwóch, może trzech klientów rocznie i taka mikropopularność zapewni Wam dochody wystarczające na cały rok.


# Zamiast zakończenia: czy dużych klientów nie znajduje się w social mediach?


W żadnym wypadku nie napisałem tego krótkiego artykułu po to, żeby zniechęcić Was do promowania siebie i swojego biznesu z pomocą social mediów. To, że ja osobiście nigdy nie złapałem żadnego dużego zlecenia z internetu nie oznacza, że inni tego nie robią. Specyfika tej odnogi branży kreatywnej, w której się poruszam sprawia, że klienci trafiają do mnie jednak najczęściej albo z polecenia, albo są to ludzie, których już wcześniej poznałem. Staram się realizować duże projekty, a te - nie ukrywajmy - wymagają często dużo większego zaufania, niż pozwala na to złapanie kogoś za pomocą fejsbuka. Mimo to znam ludzi, którzy potrafią korzystać na przykład z Instagrama do pozyskiwania międzynarodowych klientów - na przykład w dziedzinie ilustracji. Dlatego też - i zaznaczę to na sam koniec bardzo wyraźnie - zanim dacie się wciągnąć w wir obowiązkowej popularności i zaczniecie spędzać cały swój czas w social mediach tylko po to, żeby złapać jak najwięcej ludzi zastanówcie się po co tak naprawdę to robicie i czy rzeczywiście ten kanał zapewni Wam klientów (skoro właśnie o nich zabiegacie). Wszystkie chwyt są dozwolone, a skoro #Kreatywność to blog poświęcony głównie kreatywności warto dodać, że kwestia pozyskiwania klientów w branży kreatywnej z pomocą social mediów, lub bez ich pomocy będzie zależeć w dużym stopniu właśnie od Waszej kreatywności.


Miłego dnia!


Kuba Łuka


Spodobał Ci się artykuł? Kliknij i zamów już teraz najnowszą książkę Kuby Łuki "Halo! tu kreatywność", która jest doskonałym przewodnikiem dla wszystkich, którzy korzystają z kreatywności każdego dnia - w pracy, w biznesie, a także w działaniach artystycznych!




Przeczytaj też pozostałe części artykułu z serii "Czy kreatywność kocha pieniądze?" - Część 1, Część 2.